Życiorysy z sextelefonu Monika

Partner życiowy niespodziewanie zatrzymał się przy kępie drzew i oparł się o kijki. No i jak? spytał, kiedy zatrzymała się obok niego. Cudownie z trudem łapała powietrze. Nigdy nie doświadczyłam czegoś równie... równie... nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa cudownego powtórzyła w końcu. Cieszę się, iż ci się podobało uśmiechnął się. Ale teraz lepiej wracajmy do domu stwierdził spoglądając na niebo. Zaczęło już świtać. Dasz radę? Czy wolisz może trochę odpocząć? Jestem gotowa odparła. Mogłabym tak w nieskończoność. W drodze powrotnej będziemy mieli jedno strome podejście. Resztę trasy możemy pokonać na nartach. Powrót nie był już tak przyjemny. Nim osiągnęli wierzchołek, partnerka zmęczyła się, bolały ją uda i łydki, z trudem łapała oddech. Partner życiowy odpiął narty i oparł je o ścianę chaty. Poszła w jego ślady i czym prędzej weszli do środka. Z ognia, który płonął w kominku pozostał już tylko czerwony żar.